poniedziałek, 21 stycznia 2013

Zmiany


Na podłodze po turecku siedziała Danielle. Ta wiecznie optymistyczna dziewczyna teraz była wrakiem człowieka. Na podłodze było ok. 100 zdjęć. Z każdego była wycięta twarz Nathan'a.  Nożyczki leżały obok kolana dziewczyny, a obok nich spore pudełko lodów. Na ziemi cały czas leżała potłuczona ramka z ich zdjęciem. Wstała i podeszła, aby podnieść ramkę. Zupełnie nie zwracała uwagi na przyjaciółki stojące w drzwiach. Kucnęła i wzięła w dłoń potłuczoną ramkę. W sam środek dłoni wbiło jej się szkło. Odłożyła zdjęcie na podłogę. Lily i Bella myślały, że po to, aby wyciągnąć sobie odłamek. Pomyliły się. Dan wbiła je głębiej i przesunęła po dłoni na długość, ok. 5 centymetrów. Krople krwi zaczęły kapać na biały dywan i zdjęcie. Przyjaciółki natychmiast podbiegły do Danielle.      
-Co ty robisz?! - krzyczały jednocześnie.                          
Daniels była nieobecna, próbowała wbić głębiej szkło. Lily złapała ją za dłoń, aby tego nie robiła, a Bella wyciągnęła odłamek. Chwilę później pobiegła do łazienki po apteczkę. Teraz dłoń, i Lily, i Danielle była zakrwawiona.  Bella wbiegłą do pokoju i próbowała zatamować krwotok. Po kilku minutach rana była opatrzona.          
-Danielle, co ty sobie myślałaś?! - krzyknęła Bell
-Nic, że nienawidzę go. - odpowiedziała spokojnie.
Wstała i podeszła po raz kolejny do ramki. Dziewczyny ją złapały.          
-Lily, idź po zmiotkę. Trzeba to posprzątać.  
Nastolatka zrobiła to, o co została poproszona. Po chwili podłoga była czysta. Jedynymi dowodami zbrodni było kilka kropel krwi na dywanie i na zdjęciu.  Trzy dziewczyny siedziały na podłodze i patrzyły się na siebie. Bell i Lily wymieniały znaczące spojrzenia. Wiedziały, że nie mogą teraz zostawić przyjaciółki samej.      
-Dobra, Dan. Jadę po moje i Lily rzeczy. Zostajemy dzisiaj z Tobą! - oznajmiła Bella.              
Wzięła klucze od samochodu z biurka i wyszła z pokoju.    
                            


W domu Max'a


-Siema! - krzyknął Max do Sivy, który właśnie pojawił się w drzwiach.                          
-Hej!  
Przeszli do salonu i rozsiedli się na kanapie i zaczęli zajadać się chipsami. Max zmieniał kanały, aż w pewnym momencie natrafił na ogłoszenie o konkursie muzycznym, w którym nagrodą jest kontrakt z wytwórnią płytową. Słuchali w skupieniu prezenterki przez kilka minut.       
-Zgłaszamy się! - krzyknęli jednocześnie.     
Od początku chcieli występować zawodowo. Z tym wiązali swoją przyszłość.  Wzięli telefon i zadzwonili do reszty kumpli. Wszyscy zareagowali entuzjastycznie oprócz Nathan'a, który telefonu nie odebrał. Mimo, że oboje dzwonili do niego po siedem razy każdy.   
-Pewnie telefon mu się rozładował...  - powiedział Siva.                                                                                               -Tak, to na pewno to. - Max w to nie wierzył, ale uważał, że Nathan potrzebuje teraz samotności i sam da sobie radę.
Siedzieli tak i rozmawiali. Włączyli laptopa i sprawdzili regulamin konkursu. Nic nie stało na drodze, aby wzięli w nim udział. Do końca tygodnia każdy uczestnik, w tym zespoły miał wysłać video z nagraniem dowolnego coveru. Razem z wypełnionymi jakimiś dokumentami.        
-Wszystkie szczegóły powinniśmy ustalić jutro w szkole, razem. - oświadczył Max.                  
-Zgadzam się.                                                                                                                                      
-Ej, a co ty na to, żebyśmy poszli na tenisa?                                                                      
-O! Dawno nie byliśmy, moglibyśmy pójść.                                                                                         
-Dobra, to ty jedź do siebie się przebrać, a ja przyjadę do ciebie za pół godziny i pojedziemy moim samochodem, okej?   -Spoko, to za pół godziny.      
Siva wyszedł od kumpla i pojechał swoim srebrnym Peugotem do domu, aby się przygotować.  W tym czasie Max poszedł na górę. Założył luźną koszulkę, spodenki i wygodne buty. Teraz tylko musiał znaleźć swoją rakietkę, co nie było tak prostym zadaniem. W jego pokoju panował bałagan. Gdzie się nie spojrzało były porozrzucane różne rzeczy. Po piętnastu minutach szukania znalazł to, czego szukał. Zguba była w szafie pod stertą ubrań. Nałożył sportową torbę na ramię i wyszedł z pokoju. Zanim opuścił dom zajrzał jeszcze do pokoju rodziców, by powiedzieć mamie, że wychodzi pograć w tenisa. Matka nie miała nic przeciwko. Max wsiadł do swojego sportowego auta i pojechał do Seev'a.  Kiedy dojechał na miejsce kumpel już na niego czekał pod swoim domem.       
-Max, znowu się spóźniłeś... - zaczął z wyrzutami Seev.                                                        
-Nie przesadzaj. Szukałem rakiety.              
-Spoko, jedźmy już, bo potem się umówiłem z Nar.                                                                  
-No dobra, jedziemy.  - docisnął mocno pedał gazu.           
Po drodze mijali dom Nathan'a. Nie było jego samochodu.  Nieco się zmartwili, ale nikt nic nie powiedział. Po pół godzinie dojechali na miejsce. Poszli do recepcji, zapłacili za kort i przez godzinę zapomnieli o zupełnie wszystkim.


W lesie, niedaleko Londynu


W głębi lasu znajdował się niewielki domek na drzewie. Dan i Nathan zbudowali go rok temu. Razem. Często przyjeżdżali tam wieczorami i siedzieli wtuleni w siebie. Patrzyli na gwiazdy, rozmawiali i śmiali się. Dzisiaj, nie było jej... Nathan siedział sam i rozmyślał. Gdyby mógł cofnął by czas, zrobiłby wszystko, co tylko chciała. A na pewno nie całował by się z tą dziewczyną. Dlaczego właśnie wtedy weszła Danielle? Pewnie teraz by siedzieli razem i robili, to co zwykle.  Nathan zobaczył,  że dzwoni mu telefon. Na wyświetlaczu nowego Iphona 5 zobaczył napis: Meg. Długo nie myśląc, wyrzucił telefon przez małe okienko. Usłyszał tylko odbicie od drzewa, a potem nie było już słychać nic. Ogarnęła go przerażająca cisza. Oparł się o ścianę i lekko zsnunął się po niej. Opadł cicho na podłogę. Podciągnął kolana pod brodę, a po jego policzku spłynęła samotna łza. To wszystko go przerosło. Nie chciał żyć. Nie bez Dan.  Jednak wiedział, że nie może tego zrobić rodzinie i przyjaciołom. Siedział tak przez całą noc. Tego dnia pierwszy raz nie wrócił na noc do domu...



Dobra, nie wyszło, ale macie. Fajnie by było gdybyście zostawili komentarz i zagłosowali w ankiecie ;)
Powiedzcie mi, jak Wam się podoba pomysł ze wstawianiem zdjęć do rozdziałów? Trzymać się go czy zrezygnować? 

                                                                                                       

niedziela, 13 stycznia 2013

Czy tak jest dobrze?

Bella obudziła się w pokoju gościnnym. Spróbowała się podnieść z łóżka. Głowa ją bolała niemiłosiernie. Usiadła ostrożnie na brzegu. Spojrzała na podłogę. Zobaczyła miskę z wymiocinami. Podniosła ją i wyszła do łazienki.                                                                              
–Co ja ze sobą zrobiłam? – zapytała samą siebie po cichu.                                                   
Spojrzała w lustro. Wyglądała okropnie. Oczyściła miskę i postawiła na podłodze. Usiadła na toalecie i spróbowała sobie przypomnieć wczorajszy wieczór. Wszystko było zamazane i niewyraźne. Nagle sobie przypomniała, że krzyknęła, iż kocha Tom’a. Czy Kelsey to usłyszała? Bardzo zależało jej na przyjaciółce. Gotowa była oddać swoje szczęście dla niej. Mimo, że serce jej pękło. Postanowiła, że spróbuje żyć jakoś. Będzie się uśmiechać i cieszyć szczęściem swojej przyjaciółki. Tak! To właśnie zrobi! Wstała i przeczesała włosy szczotką. Wyszła z łazienki i skierowała się do kuchni po szklankę wody. Wyjęła z lodówki butelkę mineralnej. Odkręciła zakrętkę i wlała zawartość plastikowej butelki do szklanki postawionej wcześniej na stole. W drzwiach właśnie stanął Jay. Był bez koszulki.      
–Hej, kacyk, siostrzyczko? – zapytał ze śmiechem.                                                                     
–Lekki, a ty nie? – odpowiedziała zdziwiona.                                                      
–Ja już, w sumie jestem przyzwyczajony. Wygrałem z każdym, kto stanął ze mną do pojedynku. Jestem miszczem! – zaśmiał się i podniósł ręce do góry w geście triumfu                                              
-Tak, tak. To prawda. – zaśmiała się – Chcesz wody?                                                                                        
-No, możesz mi nalać. – uśmiechnął się.                                                                       
Bels wykonała czynność i podała mu szklankę. Napił się i odstawił na kuchenny blat.                             
–Nieźle wczoraj popiłaś. Coś się stało? – zapytał z troską.                                                              
–Tak jakoś nie miałam nastroju. Zepsuł mi się humor. Nic poważnego. – uśmiechnęła się lekko.         
–To dobrze. Chodź do mnie siostrzyczko. – rozłożył ręce, aby ją przytulić.                                        
Podeszła i się uściskali. Tego jej było potrzeba. Rozmowy i brata. Od zawsze mieli ze sobą dobre kontakty. 


W pokoju Danielle

Dan siedziała po turecku na łóżku. Miała na sobie szare dresy i luźny T-shirt. Włosy niedbale związane w wysokiego kucyka. Nie miała na sobie żadnego makijażu. Oczy były zapuchnięte od całonocnego płaczu. Nie zmrużyła oka. Spojrzała na zdjęcie stojące na jej biurku. Było zrobione rok temu, w ich rocznicę. Stali przytuleni i uśmiechnięci. Podeszła do ramki i rzuciła nią z całej siły o ścianę.                                    
–Nienawidzę cię! – krzyknęła i się rozpłakała.                                                                   
Nagle usłyszała dzwonienie do drzwi, a potem jakąś stłumioną rozmowę. Nie przejęła się tym, po prostu usiadła na łóżku i dalej płakała. Ktoś zapukał do pokoju.                                               
–Nie chcę nikogo widzieć! – krzyknęła.                                                          
Ktoś lekko nacisnął klamkę i już po chwili ujrzała Nathan’a z ogromnym bukietem czerwonych róż- jej ulubionych kwiatów. Miała ochotę rzucić mu się na szyję. Przytulić. Zapomnieć o tym, co się wydarzyło, ale nagle przed oczami zobaczyła go z tą dziewczyną. Jak się całują. Przez chwilę pomyślała sobie, że mogli nawet być w łóżku razem. Nagle straciła całą wiarę w swojego chłopaka. O ile wciąż byli parą.             
–Wyjdź! Nie chcę cię znać! – krzyknęła. –Jak mogłeś mi to zrobić?!                                       
-Nie chciałem. To ona mnie całowała. – zobaczyła łzy w jego oczach.                                                
–A Ty co jesteś? Laleczka? Nie mogłeś odejść od niej? A może była silniejsza od ciebie?! – była coraz bardziej zdenerwowana. –I dlaczego ona?!                                                                    
-To nie miało żadnego znaczenia!                                                                  
-Czyli jak się całowałeś ze mną to też nie miało żadnego znaczenia?                                        
-Kocham cię! Jej, nie! Tylko ty się liczysz.                                                                 
–Proszę cię. Taki kit to swojej matce wciskaj.                                                                         
–Ale to prawda… - zobaczył roztrzaskaną ramkę z ich zdjęciem na podłodze.                                               
Podszedł i podniósł je. Przez chwilę się przyglądał, a po kilku minutach powiedział: 
-Byliśmy, tacy szczęśliwi. A ja musiałem to wszystko zniszczyć.- odpowiedziała mu głucha cisza.                
–Powinieneś już iść. – odwróciła się plecami do Nathan’a, a twarzą do okna.                                           
–Zostaję. Nie mogę teraz wyjść.                                                                           
–Dlaczego mi to robisz?! – zaczęła krzyczeć                                                                        
Zacisnęła dłonie w pięści, podeszła do niego i zaczęła z całej siły walić w jego klatkę piersiową, płacząc jednocześnie.                                                                                      
–Jak mogłeś?! Dlaczego?! – wciąż krzyczała, a łzy płynęły po jej policzkach.                                                        
On tylko stał i z całych sił objął ją ramieniem i mocno przycisnął do siebie, i nie puszczał. Ona płakała. Po kilku minutach miał już mokrą koszulkę od łez, ale nie przejmował się tym. W tym momencie najważniejsza jest Danielle i to, aby mu przebaczyła. Żałuje tego, co zrobił.                                          
–Przepraszam. – powtórzył po raz kolejny.                                                              
Uniosła głowę w górę i spojrzała załzawionymi oczami na niego. Przyglądali się sobie. Po chwili Nathan ją pocałował. Ten pocałunek był przepełniony jego i jej emocjami, taki nietypowy. Dan się nie opierała. Potrzebowała tego. Chciała czuć go blisko mimo, że go nienawidziła. Nie była do końca pewna, czy go nienawidzi, czy nie chce go widzieć na razie. Po kilku minutach oderwali się od siebie.                                    
–Wyjdź już, proszę. – po policzkach płynęły jej łzy.                                                                  
–Skoro tego sobie życzysz. – w końcu zrozumiał, że nastolatka potrzebuje czasu. – Pamiętaj, możesz do mnie dzwonić nawet w środku nocy.                                                                  
Po tych słowach wyszedł, a Dan padła na łóżko. Zwinęła się w kłębek, mocno przycisnęła poduszkę i po jakimś czasie usnęła.   


W pokoju Belli   

-Może zadzwonię do niego?- Bels mówiła sama do siebie. – Albo nie.                                            
Już od pół godzinny brała w dłoń telefon i odkładała na miejsce. Do pokoju weszła roześmiana Lily. Właśnie rozmawiała z Jay’em w korytarzu. Opowiedział jej dowcip.                                     
–Hej! – powiedziała dławiąc się ze śmiechu.                                                      
–Cześć! – ostatecznie musiała odłożyć telefon. – Co słychać?                                             
- Wpadłam odwiedzić moją kumpelę. Jest może Bell’a? – zażartowała.                                   
–Poczekaj, zawołam ją. O ,ty! To ja! – razem zaczęły się śmiać.                                                                   
– Zrobiłaś lekcje, tak wgl? Matma mnie przeraża…                                                          
-Ja i lekcje w sobotę? – wybuchnęła śmiechem. – Nie, ale w sumie nie mam, co robić, więc możemy spojrzeć na te zadania.                                                                         
–Serio? Super! Ty dobra z matmy jesteś, to może mi coś wyjaśnisz.                                                        
Dziewczyny zabrały się do rozwiązywania ćwiczeń z matematyki. Po godzinie wszystko było rozwiązane. Nagle usłyszały dzwonienie do drzwi.                                                               
–Poczekaj, zobaczę, kto to. – powiedziała Bella i zeszła na dół.                                                     
Otworzyła drzwi i zobaczyła w nich Tom’a.   
 –Hej, jest Jay? – zapytał, ale Bels zagubiła się w jego oczach i dopiero po minucie odpowiedziała. – Tak, jest. Siedzi u siebie w pokoju.                                                                                
–To, ja do niego pójdę, bo mam mały interesik.                                                                         
–Okej.                                                                                                     
Podążyła za Parker’em. Przed pokojem Belli się rozdzielili.                                                            
–Kto przyszedł? – zapytała Lily.                                                                             
–Tom. Chciał coś od Jay’a. – od razu uciekła wzrokiem, żeby nie patrzeć na Lil.                                                                       
–Może, coś z zespołem.                                                                                                 
–Może, szczerze to mnie nie bardzo interesuje. – skłamała, ciekawość ją zżerała. – Wiesz, co? Pójdę, zapytam ich, czy nie chcą czegoś do picia.                                                                   
–Dobra… - Lily zaczęła się zastanawiać nad zachowaniem Bels.                                                       
Bell skierowała się do pokoju Jay’a. Delikatnie zapukała do drzwi. Nacisnęła na klamkę i weszła do środka.                             – Chcecie coś do picia? – zatkało ją. – Eeeee, gdzie jest Jay?                                                        
-Poszedł do łazienki. Nie zjadłem go. – zaśmiał się, miał tak uroczy śmiech, że Belli przez chwilę kolana zmiękły. – Ale ja mogę poprosić coli jak jest.                                                  
–Tak, jest. Poczekaj przyniosę Ci.                                                                              
–Nie trzeba. Pokaż mi tylko, gdzie jest, a sobie wezmę sam.                                                          
–No, co ty! Jesteś moim gościem. – uśmiechnęła się.                                                          
–Dobra, pójdziemy razem po to picie. Kompromis?    
-Kompromis.  
 Zeszli razem do kuchni. Bels wzięła dwie szklanki i butelkę coli. Odkręciła ją i nagle na ziemię upadła jej zakrętka. Schyliła się w tym samym momencie, co Tom. Nagle ich twarze znalazły się niebezpiecznie blisko siebie. Bella nie wytrzymała i pocałowała chłopaka. Marzyła o tym tak długo, a teraz mogła przez to stracić przyjaciółkę i Tom’a. Co ona zrobiła? Po około minucie oddalili się od siebie i zobaczyli osłupiałą Lily, stojącą w drzwiach. Nastolatek złapał szybko za szklankę z napojem, wyszedł z pomieszczenia i szybkim krokiem udał się do pokoju swojego kumpla. Kochał Kelsey, ale do Belli też coś czuł. Tylko co? Przyjaźń? Miłość? Sam nie wiedział.  
 –Bella! Co ty wyrabiasz?! Tom jest chłopakiem Kels! – zaczęła krzyczeć Lil.                                                   
–Nie wiem, to była chwila słabości. Nie powiesz o tym Kelsey? – oczy jej się zeszkliły.             
–Zastanowię się…                                                                                       
-Proszę. To się więcej nie powtórzy.                                                                  
-Kochasz Tom’a i to widać. Nie obiecuj tego, czego nie możesz być pewna.                                                  
– Jestem! Powstrzymam się! Obiecuję!                                                                       
- Dobrze, na razie jej nie powiem.                                                                        
– Dziękuję.                                                                                               
–Muszę już iść… Ciekawe, jak się czuje Dan.                                                                    
–A co z nią?   
- Nie wiesz?!                                                                                                                                                                             
- No… Wczoraj mi się trochę filmik urwał….                                                                    
– Nathan się lizał z jakąś laską i Danielle to widziała.                                                                     
–To może pójdziemy do niej? Może nas potrzebować.                                                                           
–Dobra.                                                                                                             
Bella wzięła klucze od samochodu i razem pojechały do domu przyjaciółki. 
                                                                      


Na podjeździe, pod domem Danielle

-To idziemy.                                                                                                          
Pewnym krokiem ruszyły do domu przyjaciółki. Drzwi otworzył im jej tata i powiedział, że jest u siebie w pokoju. Weszły po schodach i zapukały do pokoju. Nie usłyszały odpowiedzi, ale weszły. Nie spodziewały się tego, co zobaczyły…  



Przepraszam, że wstawienie nowego rozdziału tyle mi zajęło, ale nie mam zbytnio czasu na pisanie. Mam ograniczony czas na komputer do 3 godzin i cóż... Zanim się zabiorę za pisanie, trochę mija ;D Ale nie ważne, jest next. Jak dla mnie nie wyszedł, ale może się komuś spodoba ;) Komentarze mile widziane :)                           

sobota, 29 grudnia 2012

Będzie dobrze?


-Tato! Wróciłam! – zawołała Dan z przedpokoju, rzucając torbę na malutki stolik.                                 
–Tu jestem! – odpowiedział jej głos z salonu.                                                                                       
Zdjęła buty i udała się w tamtym kierunku. Siadła koło ojca na kanapie.                                             
–No i jak było w szkole, kochanie? – zapytał.                                                                                                     
–Dobrze. Mam do ciebie sprawę.                                                                                                                                                
–Słucham.                                                                                                                                                                 
– Bo Jay robi dzisiaj imprezę i zaprosił mnie z Nathan’em. Chcieliśmy pójść.                                          
–Słonko, jest piątek. Idź się rozerwać. Tylko wróć przed dwunastą. – tata posłał jej ciepły uśmiech. 
Został ojcem w bardzo młodym wieku i w sprawach zabaw i rozrywek nie było z nim problemu. Oczywiście, jeśli chodziło o weekendy. Dokładnie rozumiał to, że Danielle miała 16 lat i chciała się bawić. Ufał jej bezgranicznie. Wiedział, że nie zrobi żadnych głupstw. Co do Nathan’a też nie miał wątpliwości w jego czyste zamiary.      
–Dzięki. – wstała i pocałowało go w policzek. – Jadłeś już obiad?     
-Nie, czekałem na ciebie.                                                                                                                                    
–Tak, już to widzę. Po prostu nie chciało ci się robić. – zaśmiała się. – zrobię szybko frytki z jajkiem.    
Pobiegła do kuchni i zabrała się do roboty. Po piętnastu minutach na stole stał ciepły posiłek. Zjedli w ciszy. Dan zmyła naczynia i poszła do pokoju. Wcisnęła 1 na szybkim wybieraniu i po chwili ukazało się zdjęcie Nathan’a oznaczające, że trwa łączenie. Po trzech sygnałach usłyszała typową dla sklepów muzykę i zachrypnięty głos swojego chłopaka:                                                           
-Dan? Cześć.                                                                                                                                                                 
–Hej, tata się zgodził. Przyjedziesz po mnie?                                                                      
-Eghmm, wiesz, co… Mogłabyś po mnie przyjechać? Ja chciałem trochę wypić, a ty przecież i tak nie pijesz.   
–Dobra, nie ma sprawy. – zaśmiała się. Wiedziała, że Nathan lubi wypić, ale jedynie, jeśli jest ku temu okazja. Nie przeszkadzało jej to.                                                                                                          
–To koło 19 u mnie. Może być?                                                                                                                            
-Tak, spoko. Kocham cię. – powiedziała na pożegnanie.                                                                                                     
–Ja ciebie też. Paa. – rozłączył się.                                                                                                          
Zegarek wskazywał już 16. Zadzwoniła jeszcze do Belli zapytać, czy ma coś przynieść na imprezę.        
–Nie, niczym się nie przejmuj. – zapewniała ją Bels.                        
–Dobra, skoro tak. Czyli rozumiem, że zakupy są przełożone?                                                                                     
-Tak, co powiesz na jutro?      
-No okej, jeśli tylko nie będziecie na kacu. – zaśmiała się.                                                                                  
–Nie, nie będziemy. – zapewniała Bels. – Dobra, to ja powiem reszcie.                                                                   
-Okej, my z Nath'em będziemy przed 20.
 –Nie, nie będziemy. – zapewniała Bels. – Dobra, to ja powiem reszcie.                                                                   
-Okej, my z Nath'em będziemy przed 20.                                                                                                                            
-Dobra, do zobaczenia. – rzuciła szybko i rozłączyła się. 
Danielle odłożyła telefon na biurko i wyciągnęła książki z torby. Położyła je delikatnie obok telefonu i zajrzała do szafy. Szukała jakichś ubrań na imprezę Jay'a, gdy usłyszała krzyk ojca z dołu:     
-Daniel's! - tata często ją tak nazywał, robił to odkąd dziewczyna pamiętała. - Miałaś wyrzucić śmieci! Szoruj i to migiem!                                                                                                                                
-Juuuuuż! - odpowiedziała przeciągle.   
Zamknęła przesuwne drzwi szafy. Przechodząc przez pokój zebrała kilka ciuchów leżących na podłodze i rzuciła je na łóżko.  Zamknęła drzwi od pokoju. Nie lubiła, gdy były otwarte, czuła jakby tata miał tam zaraz wejść i jej wszystko przeszukać. Ufała mu, ale odkąd przeżyła swój pierwszy raz z Nathan'em bała się, że coś zauważy i się domyśli, a potem będzie drążył temat lub co gorsza zabroni jej spotykać się ze swoim chłopakiem. Zeszła po schodach, skierowała się do kuchni i wyjęła worek z kosza.
-Dobra, zaraz wrócę. - krzyknęła.  
Wyszła tylnymi drzwiami przez kuchnię. Otworzyła wielki czarny kubeł i wrzuciła worek. Kosz był już pełny. Musiała, więc go wyprowadzić na przód domu, aby śmieciarze go opróżnili następnego dnia. Złapała za rączkę i z obrzydzeniem pchnęła pojemnik. Po skończonej robocie otrzepała ręce. Odwróciła się i usłyszała gwizdnięcie. Ujrzała Tom'a, który do niej machał.    
-Hej! - krzyknęła.                                                                                                                                                                         
-Hej. - podszedł do niej. - Słuchaj, mam do ciebie sprawę.                                                                                      
-Tak, a jaką?                                                                                                                                                                                                           
-Przyjaźnisz się z Kels od dawna. Wiesz, ja... Ja ją lubię. Myślisz, że ona może.... Może też... No, lubi mnie?  
-Nie powinnam ci tego mówić, ale myślę, że tak. - puściła mu oczko. - Zagadaj do niej dzisiaj na imprezie.   
-Tak? - chłopak się ucieszył. - Na pewno to zrobię! Dzięki ci za radę.                                                                 
-Nie ma za co. Od czego ma się przyjaciół?                                                                                                                        
-Dobra, lecę się przygotować. - przytulił ją i skierował się do swojego domu oddalonego o jakieś 50m.       
-Uhuhuhu, szykuje się nam romansik. - zaśmiała się Dan.          
Odwróciła się na pięcie i wróciła do domu.         
-Co ty na śmietnisko poszłaś z tymi śmieciami? - zaśmiał się ojciec.                                                           
-Nie tato, gadałam chwilkę z Tom'em. Idę do siebie. Muszę poszukać jakichś ciuchów.                           
-Kobiety... Dobra!   
 Nastolatka wróciła do pokoju, ponownie zaczęła przeszukiwać szafę. Miała mnóstwo ubrań, ale wybranie odpowiedniego zabierało jej bardzo dużo czasu. Po półtorej godzinie wybierania i przymierzania, zdecydowała się na białe rurki, czarne szpilki i tunikę tego samego koloru. Spojrzała na zegarek. Dochodziła 18, a ona miała jeszcze do zrobienia makijaż i ułożyć fryzurę. Z natury miała proste, blond włosy. Dzisiaj postanowiła je lekko pofalować. Weszła do swojej łazienki, poustawiała różne kosmetyki do włosów na umywalce i zabrała się do roboty. Dan się szeroko uśmiechnęła, kiedy zobaczyła efekt swojej pracy. Właśnie o to jej chodziło. Teraz tylko lekki make-up i może już jechać. Wyciągnęła tusz do rzęs, korektor, puder i błyszczyk z kosmetyczki. To jej zajęło dosłownie kilka minut, bo nie chciała wyglądać zbyt sztucznie. Chodziło jedynie o poprawę niedoskonałości. Weszła z powrotem do pokoju, zgarnęła małą czarną kopertówkę z szafki, wrzuciła do niej klucze od domu i samochodu, telefon, tusz na wszelki wypadek i była już gotowa. Zeszła na dół do salonu. Tata wciąż siedział i oglądał telewizję.          
-I jak? - zapytała, okręcjąc się wokół własnej osi.                                                                                                        
-Ślicznie, udanej zabawy i pamiętaj! Masz wrócić przed północą.                                                                             
-Tak, tato. Pamiętam. Paa! - pospiesznie wyszła z domu.     
Podeszła do samochodu i nacisnęła przycisk, który otwierał zamki. Pik! I już otwarty. Wrzuciła torebkę na siedzenie pasażera. Spod siedzenia wyciągnęła lekko znoszone balerinki. Prowadzenie samochodu w szpilkach jest niebezpieczne, a Dan dobrze zdawała sobie z tego sprawę. Nałożyła buty, a obuwie na imprezę wrzuciła na tylne siedzenie. Siadła na miejsce kierowcy, włożyła kluczyk do stacyjki, przekręciła go i silnik cicho zawarczał. Nacisnęła pedał gazu i już po kilku minutach była pod domem Nathan'a. Jeszcze nie czekał na nią. Postanowiła po niego pójść. Wysiadła i udała się w kierunku domu swojego chłopaka. Nacisnęła lekko dzwonek i już po chwili drzwi jej otworzyła piękna kobieta, około 40 lat. Miała krótko ścięte włosy, ułożone w idealną fryzurę. Miała delikatny makijaż i była ubrana w elegancki komplet beżowego koloru. To była mama jej ukochanego.         
-Dobry wieczór, ślicznie pani dziś wygląda. Nath już gotowy?- Dan nigdy nie krępowały rozmowy z panią Sykes.                                                                                                                                                 
-Dziękuję, ty też ślicznie wyglądasz.- uśmiechnęła się, w tym samym czasie na szczycie schodów pojawił się Nathan.- O! Już idzie!                                                                                                                        
-Cześć, skarbie. - chłopak podszedł i pocałował delikatnie swoją dziewczynę.                                                  
-Hej. - uśmiechnęła się. - To, co jedziemy?                                                                                                               
-Tak, pa mamo! - cmoknął rodzicielkę delikatnie w policzek.                                                                                 
-Pa, dzieci! Bawcie się dobrze! - machała im na pożegnanie.                                                                           
-Dziękujemy! Na pewno będziemy! - rzuciła jeszcze szybko Dan, bo Nathan ją ciągnął do samochodu.
Wsiedli do samochodu. Dan ponownie odpaliła pojazd i ruszyli do domu Jay’a. W czasie drogi cały czas rozmawiali, śmiali się, wykonywali czułe gesty. Wreszcie Nath był taki, jaki powinien, czyli czuły. Zwracał uwagę na Danielle.  


W tym samym czasie, w domu Jay’a. Goście zaczynają już się schodzić.       


Tom stoi pod ścianą i zbiera się w sobie. W głowie układa już chyba setną wersję, tego, co powie Kelsey. Wie, że i tak wszystko zapomni, kiedy podejdzie do niej. Od jakiegoś czasu nie umie się przy niej normalnie zachowywać. Traci zupełnie głowę na jej widok. Spogląda w kierunku drzwi. Ktoś wszedł. To ona. Stoi jak zwykle pięknie ubrana, uczesana, umalowana. Jest idealna. Właśnie rozmawia z Bellą. Śmieje się. Pewnie Bells opowiedziała jej jakiś żart.          
–Dobra, raz kozie śmierć- Tom skierował się w stronę dziewczyn. – Hej, Kelsey. Możemy porozmawiać?     
-Tak, pewnie. Przepraszam na chwilę. – uśmiechnęła się do swojej przyjaciółki.          
Thomas szedł przodem. Wyszli na ogród. Nikogo w m nim nie było. Usiedli na dużej huśtawce ogrodowej. Przez dłuższą chwilę słychać było tylko muzykę dobiegającą z domu.                                                         
–Chciałem ci coś powiedzieć. Już od dłuższego czasu. Tylko trochę bałem się… Bo wiesz… Podobasz mi się… Albo nie, to głupie, zapomnij.     
–Tom, przestań. To nie jest głupie. To słodkie, bo wiesz…. Ty też mi się podobasz.                                             
–O jeju, nawet nie wiesz jak mi ulżyło! To mogę…?                                                                    
-Tak! Możesz! – Klesey go pocałowała.       
Trwali tacy złączeni przez kilka minut. Kiedy w końcu się od siebie oderwali, Kels oparła swoją głowę o umięśnioną klatkę piersiową swojego nowego chłopaka. Na ten dzień czekała ponad rok. Bała się przejąć inicjatywę. Teraz się już nic nie liczyło. Tylko oni dwoje.   


Na podjeździe przed domem Jay’a    

Danielle zatrzymała samochód. Odpieła pas i już miała wysiadać. Nagle Nath ją zatrzymał i zaczął całować. Po około 4 minutach Dan oderwała się od niego i pogroziła mu palcem w żartach.                     
–Ej, ej. Idziemy na imprezę, a nie na randkę. – zaśmiała się. – Musisz się obejść smakiem.                              
Złapała za klamkę i szybko wysiadła z samochodu z uśmiechem na twarzy. Otworzyła tylnie drzwi i wyjęła swoje czarne szpilki. Nałożyła na nogi i już po chwili mogła ruszyć z Nathan’em do domu przyjaciela. Złapali za klamkę i weszli do środka. Muzyka wydobywała się z głośników. Na stole były poustawiane puszki z piwem. Właśnie trwała konkurencja między Max’em a  Jay’em, kto pierwszy wypije całą puszkę piwa. Ludzie się przekrzykiwali. Jedni wiwatowali na cześć Max’a, inni Jay’a. Para stała chwilę i się przyglądała. Jay podniósł pustą puszkę do góry i odwrócił do góry dnem, aby pokazać, że jest pusta.      
–Znowu wygrałem! – krzyknął, lekko bełkocząc.  
Nath i Dan się zaśmiali. Znali dobrze Jay’a, nie wylewał za kołnierz.      
–Dobra, to Ty idź do chłopaków, a ja poszukam dziewczyn. – zaproponowała Danielle.                 
–Dobra, to do zobaczenia. – Nathan odszedł, biorąc po drodzę puszkę z piwem.  
Dziewczyna lekko pokręciła głową z uśmiechem. Zatopiła się w tłum ludzi, szukając swoich przyjaciółek. Znalazła je w rogu Sali, koło laptopa, do którego były podpięte głośniki. Rozmawiały o czymś z Kelsey i były wyraźnie rozradowane. Daniel’s już się domyśliła, o co chodzi.                                         
–Hej, dziewczyny. – przywitała się.                                                                     
–Hej, nie uwierzysz! Chodzę z Tom’em! – Kels aż tryskała radością.                                             
–Gratulacje! Wiedziałam, że w końcu będziecie razem. – uśmiechnęła się.                                           
Jedynie Bell’a stała lekko zawiedziona. Nikt tego nie zauważył. Starała się zachowywać jak najnormalniej potrafi. Cieszyła się szczęściem koleżanki, ale jednocześnie właśnie pękło jej serce.                            
–Przepraszam was, chyba sobie wezmę piwo. – uśmiechnęła się niepewnie.                                  
–Dobra, idź. – dziewczyny kontynuowały swoją rozmowę.                                                    
Teraz tylko Lily i Bels są same. Lil póki, co nie szukała miłości. Po ostatnim związku chciała pobyć sama. Gadały całą godzinę. Nie zauważyły, że nie ma Belli.                                                       
–Ej, gdzie Bel? Pójdę jej poszukać. – oznajmiła Dan.                                                         
Weszła między ludzi. W pokoju unosił się papierosowy dym i odurzający zapach alkoholu. Przeciskała się między ludźmi. Niedaleko drzwi stała dobrze podpita już Bels.                                             
–Co ona ze sobą zrobiła? – powiedziała do siebie po cichu Daniel’s                                                   
Podeszła do niej.    
–Coś ty narobiła? Które piwo pijesz?                                                                      
-Trzecie, czwarte… Kto by liczył? – bełkotała. – Ale ja go kocham! Dlaczego on ją wybrał, a nie mnie?  
-O czym ty, kurde, gadasz?!                                                                      
-O Tom’ie! Kocham go! – krzyknęła.                                                                      
–Zamknij się! Chyba nie chcesz sobie zepsuć relacji ze wszystkimi? Jesteś pijana. Najpierw wytrzeźwiej. Potem pogadamy. Zaprowadzę cię do pokoju. – wzięła przyjaciółkę pod ramię.             
Jakoś wciągnęła ją po schodach. Oczywiście, nie obyło się bez kilku potknięć. Dam otworzyła pierwsze drzwi do pokoju gościnnego. Serce jej nagle stanęło.    


Na parterze, w salonie


-Gdzie jest Dan i Bels? – zapytała Lily. – Też pójdę poszukać ich.                                      
Przeszła przez tłum ludzi. Nagle zobaczyła Danielle, która zbiegała po schodach. Biorąc pod uwagę, że jest w szpilkach robiła to bardzo szybko. Lil ją zatrzymała:                                                         
-Dan, gdzie jest Bel?                                                                                
-Na górze. Niech idzie spać! Jest zalana w trzy dupy. Jadę do domu. – po jej policzkach płynęły łzy.        
–Co się stało? Coś ci powiedziała?                                                                      
-Nie chcę, o tym gadać. Muszę iść. – wyszła z domu, po jej policzkach spływały łzy.                                           
Po chwili wybiegł Nathan. Podbiegł do Danielle.                                                             
–To ona mnie całowała!                                                                            
-Zostaw mnie! Nie chcę cię znać! Długo już z nią jesteś? To dlatego nie miałeś dla mnie czasu?! – teraz cały jej makijaż był gorszy niż zły.                                                                  
–Nie jestem z nią! Kocham cię!                                                                      
-Wsadź sobie tą miłość w dupę! – wsiadła do samochodu i pospiesznie odjechała, zostawiając osłupiałego Nathan’a na środku podjazdu.      


Przepraszam za czcionkę, nie jest zbyt dobra, ale w połowie zupełnie mi pozmieniało wszystko i musiałam się zadowolić bloggerową czcionką ;/
Jeśli możecie, zostawcie komentarz dla Was chwilka, a dla mnie takie miłe ciepełko w sercu. :)